piątek, 12 stycznia 2018

NEW YEAR - NEW AWARENESS

Jestem ambitna. Lubię czuć się mądrzejszą od innych, bardziej zorganizowaną. Im starsza jestem, tym trudniej jest mi znaleźć poklask czy jakąkolwiek dumę tłumu, bo przecież nikomu nie zależy na mnie i na moich sukcesach. Jestem tylko pyłkiem w kosmosie, jak miliardy innych ludzi, którzy mają własne życie, własne powodzenia i porażki. W teorii heliocentrycznej nie byłabym słońcem. Nic nie kręci się wokół mnie.

Chwilę potrzebowałam, by to zrozumieć. Pozornie banalne rzeczy, ale uświadomienie ich sobie zajęło mi wieki. Bo niby czemu nikt nagle nie zwraca uwagi na to, jak świetnie radzę sobie w danym temacie, albo jak dobrze pisałam konkursy ortograficzne w podstawówce? Ciężko jest wypracować w sobie taki stan rzeczy, żeby osiągać sukcesy i pokonywać kolejne trudności dla siebie, nie dla poklasku i nie dla tej sąsiadki spod trójki, która obserwuje każdy twój ruch. I to boli. Boli to, że gdyby coś ci się stało, nawet 1/100 tego świata nie byłaby zainteresowana twoim losem. Bo takie rzeczy się zdarzają. Widzisz klepsydrę na słupie ogłoszeniowym z nieznanym ci nazwiskiem i idziesz dalej, bo masz gdzieś to, że umarł jakiś człowiek, którego prawdopodobnie nigdy nie widziałaś na oczy. Nie stoisz i nie zastanawiasz się, jak się teraz czuje jego rodzina, co przeżywa, czy musi załatwiać formalności związane z pogrzebem. Każdy człowiek to pieprzony egoista. Ale nie mówię, że to źle. Czasem trzeba być egoistą, a bycie zbyt altruistycznym mogłoby sprawić, że to my bylibyśmy najbardziej pokrzywdzeni przez los. Nie wolno być zbyt miękkim, bo znajdzie się ktoś, kto to wykorzysta. Nie wolno okazywać swoich słabości i być zbyt hojnym, bo znajdzie się ktoś, kto weźmie całą rękę, gdy zaproponujemy mu palec.

Lubię być ambitnym człowiekiem. Mam jakieś plany i aspirację. Chcę zostawić po sobie ślad i masę dobrych wspomnień u ludzi, którymi się otaczam. Chcę coś osiągnąć. Niekoniecznie zarobić fortunę czy założyć własną firmę, ale właśnie zrewolucjonizować coś w mentalności ludzi. Chcę głosić dobre rzeczy i zachęcać do odpowiednich wartości. Mam nadzieję, że przede mną całe życie, ale jednocześnie nie chcę żyć w przekonaniu, że żyję wiecznie. Bo jak to mawiają "człowiek planuje, Bóg weryfikuje" i nawet jeśli nie jestem wierząca i uważam, że zamiana słowa "Bóg" na "los" byłaby bardziej odpowiednia, zgadzam się co do prawidłowości tego przekazu. Są rzeczy, na które po prostu nie mamy wpływu.


poniedziałek, 1 stycznia 2018

NEW YEAR - NEW BLOG.

Tego bloga zaczęłam prowadzić w wieku dziesięciu lat. W ledwo rozpoczętym roku skończę czternaście i myślę, że nadszedł czas, by odpowiedzieć na dręczące duszę pytania. Co z blogiem? Co stało się przez niecałe cztery lata? Co mną kierowało, gdy stworzyłam tę stronę?


Zgodnie z tradycją, co roku powtarzam rytuał: wchodzę na bloga >> czytam stare posty >> dopada mnie melancholia. I co roku zastanawiam się, czy by tutaj nie wrócić, a może stworzyć nowego bloga.. Działam w szale przez kilka dni w porywach do kilku tygodni, po czym opada mnie cała energia i nagle nic nie jest w stanie przekonać mnie do napisania chociaż jednego, dobrego posta. Wspomnienia ukazują blogowanie w samych jasnych barwach, a zdrowy rozsądek gubi się gdzieś podczas samozachwytu. Co roku powtarzam sobie, że tym razem będzie inaczej. A teraz.. cztery lata później, wszystkie posty są zarchiwizowane, a blog świeci pustkami. Mogę mieć pomysły na posty. Mogę mieć miliardy inspiracji i pomysłów. Ale wciąż brakuje mi samozaparcia. Sentyment na pewno odgrywa w tym przodującą rolę. Przyzwyczajam się do sytuacji, w której mam bloga, czas, by na niego wchodzić i pomysły na posty. A jednocześnie chcę się realizować. Chcę spełniać marzenia i wyznaczone cele. Chcę ćwiczyć pisanie i przygotowywać się do wydania książki. Chcę czerpać garściami z możliwości, jakie daje nam wirtualny świat. Chcę poświęcić się pasji. A to chyba nic złego, prawda?
Wbrew pozorom dzisiejszy post nie będzie kolejnym z serii użalania się nad sobą i niemożnością podjęcia decyzji. Dzisiejszy post będzie wstępem do kolejnych postów. Chcę w tym roku napisać przynajmniej dwadzieścia cztery wpisy - po dwa w miesiącu. Może uda mi się więcej, ale nie mogę dopuścić do tego, by było ich mniej. To taki eksperyment. Postanowienie noworoczne.