sobota, 1 lipca 2017

HOLIDAY MAKING YOU HAPPY.

Właśnie jestem świadkiem, ba - wręcz uczestnikiem, prawdopodobnie najpiękniejszego wieczoru w historii ludzkości. I nie mam nawet na myśli tego, że temperatura przez całą noc sięga 22 stopni Celsjusza, ani tego, że niebo jest zupełnie bezchmurne i pokryte tysiącem gwiazd, przypominającym światełka w porcie widoczne w wielu produkcjach filmowych. Nie mam na myśli tego, że gdzieśtam na świecie właśnie w tej chwili odbywa się koncert mojego ulubionego zespołu tworzącego muzykę idealną dla moich uszu, ani tego, że w tym momencie na całym świecie pewnie urodziło się około 350 tysięcy dzieci, których rodzice nie posiadają się ze szczęścia, jeśli tylko poród się powiódł. Jest to najpiękniejsza noc w historii ludzkości, ponieważ wszystko żyje własnym rytmem. W krzakach, nieopodal krzewów i innych roślin chowa się mnóstwo świetlików, które świecąc na piękny, zielonkawy kolor przelatują nad polami, ukazując nam jeden z najpiękniejszych widoków. Drzewa kołysają się w rytm wiatru. Powoli, spokojnie, niespiesznie. Gdzieś  w oddali pohukuje sowa, dając nam dowód swojej obecności w tym wielkim, nienaruszonym ludzką działalnością lesie. Psy sąsiadów ujadają, czując podejrzliwe zapachy obcych ludzi i zwierząt, lub po prostu komunikując się wzajemnie. Stojąc pośrodku wszystkiego, co podziwiam, na drewnianych, lekko zwiotczałych i zniszczonych deskach tarasu, obok huśtawki, na której leżałam jeszcze kilka godzin temu, zmęczona i zupełnie zrezygnowana upałem, przed barierką porośniętą bujnym winoroślem i kilkoma kwiatkami w ozdobnych doniczkach posadzonych parę miesięcy temu przez moją mamę. Delikatny, nocny i orzeźwiający wiatr rozwiewa mi włosy, powodując dreszcz przyjemności przebiegający wzdłuż kręgosłupa po całym ciele. Oczy rejestrują wszystko, co w zasięgu wzroku - od schodów prowadzących z tarasu na skoszoną, pokrytą rosą trawę nad którą lata tysiące robaczków świętojańskich, poprzez piękne, kwitnące niedaleko rośliny, aż po wierzchołki najwyższych drzew, stanowiących granicę lasu. Usta bezwiednie rozchylają się w delikatnym uśmiechu, przeżywając i analizując każdą przyjemność z osobna. Mózg stara się zapamiętać każdy, najmniejszy szczegół.



I właśnie po to są wakacje. Po to, by stanąć na tarasie, położyć się w wysokiej trawie, przejść boso po łąkach, zjeść świeżo zerwaną truskawkę, podziwiać zachody słońca i zapadanie zmierzchu, czuć wiatr muskający nasze ciało i mocne popołudniowe promienie słoneczne. Po to, by kąpać się w chłodnej rzece, słuchać szumu fal, zarywać nocki, oglądać wschód słońca, czuć jak w powietrzu wzrastają temperatury, czytać książki leżąc na hamaku.. Po to, by podróżować, cieszyć się życiem, relaksować, odpocząć, nabrać rozpędu, zbierać doświadczenia, analizować podjęte decyzje.. Po to, by żyć. Żyć prawdziwie. 



piszacy_kurczak

1 komentarz:

  1. Post czytałam wcześniej, aczkolwiek nie skomentowałam... Świetny jak każdy, miło że wróciłaś do prowadzenia tego bloga <3 :*

    OdpowiedzUsuń